O mnie

Jestem psychologiem biznesu oferującym szkolenia i konsultacje przygotowywane oraz realizowane wg indywidualnych potrzeb i oczekiwań. Od kilkunastu lat specjalizuję się w takich obszarach współczesnego biznesu jak sprzedaż, obsługa Klienta, komunikacja, e-marketing, telemarketing, zarządzanie czasem, negocjacje, sytuacje kryzysowe, trudny Klient, etyka biznesu. Wszystko to wchodzi bowiem w skład Clientingu – kompleksowej doktryny profesjonalnego kreowania efektywnych relacji B2B & B2C. Uczę skutecznego Clientingu i pomagam wdrażać go w życie jako filozofię Twojej firmy.

Moje szkolenia realizowane są zawsze w oparciu o najwyższe standardy, tak aby zagwarantować profesjonalny poziom oferowanych usług. Zapewniam, że Twoja indywidualna specyfika, oczekiwania i potrzeby zostaną uwzględnione, zarówno w trakcie tworzenia programu jak też podczas realizacji szkolenia. Maksymalną wagę przywiązuje do profesjonalizmu, etyki a także efektywności działania. Klienci cenią we mnie właśnie te cechy oraz zaangażowane podejście do zadań. Ufam, że Twoja opinia będzie podobna.

Sukces jest wynikiem właściwych decyzji – zgadzam się z tym stwierdzeniem Eurypidesa, dlatego więc poprzez prowadzenie szkoleń i konsultacji staram się w najlepszy, bo praktyczny sposób pomagać Wam w podejmowaniu dobrych decyzji. Szkolenia są dla mnie doskonałą, bezpośrednią okazją do efektywnego dzielenia się z Wami moją wiedzą, znajomością rzeczy, doświadczeniem. Dzięki temu, wspierając Was w rozwoju, spełniam się jako człowiek. To dla mnie ważne. To moja misja!

W tym roku zrealizowałem już trzydzieści pięć programów szkoleniowych i konsultacyjnych, dzięki którym ich uczestnicy znacznie poprawili swoją efektywność sprzedażową. Zapraszam także i Ciebie do współpracy. Dołącz do grona zadowolonych Klientów. Napisz do mnie, spotkajmy się w dogodnym dla Ciebie czasie i miejscu, porozmawiajmy o współpracy. Z całą pewnością znajdziemy dobre rozwiązania. Wraz ze współpracującym ze mną zespołem specjalistów,  doświadczonych praktyków menedżerów, ekspertów – szeroko rozumianej sprzedaży – jestem do Twojej dyspozycji. Zapraszam do współpracy!

.

Inspiruje mnie

.

Szkolenie rekomendowane

.

Felieton tygodnia

Efektywnie zarządzać czasem. Swoim oraz innych.

Jak wygrać z czasem? Czy da się go zatrzymać? Ależ tak. Można go skłonić do współpracy, sprawić, by działał na nasza korzyść, twierdzi Philip Zimbardo, jeden z najbardziej znanych psychologów amerykańskich w swojej najnowszej książce Paradoks czasu.

W jednym z czasopism ukazał się interesujący wywiad z profesorem na temat czasu, jego roli i znaczenia w kreowaniu postaw, zachowań i zarządzania własnym potencjałem.

Ciekawa, inspirująca lektura…

Miło, że poświęcił Pan swój czas na tę rozmowę. Pewnie ma Pan go mało…

PHILIP ZIMBARDO:
Widzę, że opanowała pani pierwszą ważną zasadę związaną z odzyskiwaniem straconego czasu: nie ma jak komplement na rozgrzewkę.


Co prawienie komplementów ma wspólnego z czasem?


PZ:
Zrobiło mi się przyjemnie, więc się bardziej zaangażuję w rozmowę, która dzięki temu ma szansę być bardziej interesująca. W ten sposób coś, co mogłoby być obowiązkowym, nudnym punktem programu, stanie się dla mnie czymś ważnym. Nie będę miał poczucia straconego czasu.


W Polsce coraz częściej ludzie narzekają na to, że się z niczym nie wyrabiają, mają za dużo pracy i obowiązków. Jak to wygląda w Ameryce?


PZ:
U nas to dziś prawdziwa plaga: wszyscy uskarżają się na chroniczny brak czasu, a jednocześnie go nie szanują, zachowują się tak, jakby mieli żyć wiecznie. Trwonią na bezproduktywne wpatrywanie się w ekran, zwlekają z podejmowaniem życiowych decyzji. Na pytanie: na co przeznaczyłbyś dodatkowy wolny dzień w tygodniu, ponad 40 procent Amerykanów odpowiedziało: na pracę. Jednocześnie ci sami badani przyznali, że ich życie jest puste, pozbawione głębszych relacji z ludźmi i przyjemności. To smutny paradoks. Bo nie wydaliby kilku dolarów na coś bez wartości, potrafią za to kilka godzin przesiedzieć, ziewając na nudnym przyjęciu, zamiast wyjść i zrobić coś ciekawszego. Właśnie po to z Johnem Boydem napisaliśmy książkę Paradoks czasu. Chcemy pokazać ludziom, że w tej sprawie mogą wiele zrobić.


Cokolwiek byśmy jednak robili, czasu od tego nie przybędzie. Mylę się?


PZ:
Tak i nie. Poczucie czasu jest rzeczą subiektywną. Jestem bardzo zajęty, od dwóch tygodni nie byłem w domu, mimo to uważam, że wystarcza mi go na wszystkie ważne sprawy. Dlaczego? Bo dbam o swoje priorytety, staram się, by to, co robię, miało sens. Jedną z przyczyn tego powszechnego narzekania na brak czasu jest fakt, że w jakimś sensie nie nadążamy za światem, który oferuje nam coraz więcej nowych bodźców i wyzwań. Gubimy się w tym. Chcemy osiągać sukcesy, mieć pieniądze, kochającego partnera, udane dzieci, dobre relacje z ludźmi, piękny dom, wyjeżdżać na fajne wakacje, spełniać swoje potrzeby, rozwijać się, dobrze wyglądać, zdrowo się odżywiać…


Ale co w tym złego?


PZ:
Nic, poza tym, że ta lista potrzeb ciągle rośnie, a z nią nasza frustracja, bo czasu jest dokładnie tyle, ile było. To nie on jest więc podstawowym problemem, tylko fakt, że nie umiemy sobie niczego odmówić. Nie chcemy wybierać, bo z wyborem wiążą się konsekwencje: trzeba z czegoś zrezygnować, a to sprawia, że czujemy się źle. Najczęściej więc nie wybieramy świadomie, tylko uznajemy się za ofiary braku czasu i brniemy coraz głębiej w stresy i pracoholizm. Bo tak jest łatwiej.


Twierdzi Pan w książce, że można odzyskać radość życia, zmieniając tylko jedną rzecz: nastawienie do czasu. Jak?


PZ:
Mam na myśli czas w znaczeniu psychologicznym. Oprócz kalendarza i zegara biologicznego istnieje jeszcze coś, co można nazwać wewnętrzną perspektywą czasową. Mówiąc po prostu, to wszystkie nasze wizje i przekonania na ten temat. Na przykład, czy częściej myślisz o tym, co było, rozkładając wydarzenia na czynniki pierwsze, czy zamartwiasz się tym, co będzie? Patrzysz optymistycznie w przyszłość czy się jej boisz? Drobiazgowo planujesz swój dzień, a może płyniesz z prądem? Uważasz się za ofiarę swojej przeszłości czy twierdzisz, że spotkało cię wiele dobrego? To wszystko tworzy rodzaj niepowtarzalnej mozaiki. Fascynujące jest, że choć przez ostatnie 20 lat przebadaliśmy pod tym względem tysiące ludzi, nie znaleźliśmy dwóch identycznych przypadków. Nastawienie do czasu jest kwestią absolutnie indywidualną i przeważnie zupełnie nieuświadomioną. Tymczasem nastawienie do czasu to czynnik, którym kierujemy się przy podejmowaniu większości decyzji. I codziennych, i życiowych.


Chce Pan powiedzieć, że to, jak postrzegam czas, wpływa na to, co mam dziś na siebie włożyć?


PZ:
Dokładnie tak. Jak również na to, z kim spędzi pani kolejnych pięć lat, czy zmieni pani pracę, czy sięgnie pani po kolejnego drinka, a potem siądzie za kierownicą. Ten wpływ najlepiej widać u osób, u których jeden z elementów perspektywy czasowej, czyli przeszłość, przyszłość albo teraźniejszość, mocno dominuje nad innymi. Ktoś taki częściej podejmuje złe dla siebie decyzje, których później żałuje, jest sfrustrowany, bo wpada w kłopoty.


Jakie kłopoty może spowodować fakt, że skupiam się na teraźniejszości czy przyszłości?


PZ:
Ktoś, u kogo dominuje perspektywa teraźniejsza, podejmuje decyzje spontanicznie, emocjonalnie. Ważne jest, czy ma na coś ochotę, czy nie, czy jest mu przyjemnie. Nie martwi się za bardzo konsekwencjami, bo one nastąpią w przyszłości, którą się nie przejmujemy. W każdym razie są one mniej ważne od doraźnej przyjemności. To ma swoje plusy, bo takie osoby umieją się bawić, czerpać radość z życia, kochają nowości, są lubiane. Ale ma też minusy: mają słomiany zapał, wiecznie się spóźniają, nie umieją wyznaczać celów. Nie myślą o konsekwencjach czynów, więc grożą im nałogi i wpadki, choćby nieplanowane ciąże, zwolnienia z pracy, wypadki po alkoholu.


Myślałam, że taka postawa to po prostu niechęć do wzięcia odpowiedzialności za własne życie, czyli objaw niedojrzałości.

PZ:
W jakimś sensie to prawda, bo dojrzewanie polega między innymi na rozszerzaniu perspektywy czasowej. Niemowlęta i bardzo małe dzieci nie mają w ogóle poczucia czasu, żyją w teraźniejszości. Ale już koło czwartego roku życia zaczyna się to zmieniać. Przeprowadziłem kiedyś eksperyment, który stał się głośny. Zebrałem grupę czterolatków i każdemu dziecku w zamian za dobre odpowiedzi proponowałem nagrodę. Mogło sobie wybrać, czy woli dostać jeden cukierek od razu, czy zechce poczekać, aż pójdę do samochodu i przyniosę drugi ? wtedy dostanie dwa.


To trudny wybór nawet dla niektórych dorosłych.

PZ:
Oj, tak. Filmowaliśmy zachowanie dzieci, kiedy nie było mnie w pokoju. Te, które zdecydowały się czekać, starały się za wszelką cenę powstrzymać przed zjedzeniem cukierka. Dotykały go, lizały palce albo udawały, że na niego nie patrzą, śpiewały piosenki. Dla wielu pokusa okazała się zbyt silna. W tym wieku tylko nieliczne dzieci myślą o przyszłości i potrafią świadomie odłożyć przyjemność na później. Większość żyje teraźniejszością, zjada cukierek natychmiast. Ma to jednak realny wpływ na ich przyszłe życie. Kilkanaście lat później sprawdziliśmy, jak te same dzieci radzą sobie w szkole. Okazało się, że te z nich, które potrafiły poczekać na nagrodę, osiągają lepsze wyniki w nauce, wyrastają na liderów.


Jaki z tego wniosek? Kluczem do sukcesów zawodowych jest umiejętność patrzenia w przyszłość?

PZ:
W dzisiejszym świecie ? tak. Myślenie o przyszłości jest cechą wizjonerów. Natomiast zdolność do odmawiania sobie doraźnych korzyści w imię przyszłego zysku to najcenniejsza umiejętność ludzi sukcesu. Skupianie się na wyznaczonym celu wymusza na nich punktualność, odpowiedzialność i skuteczność. Ale i tu czyhają pułapki. Gdy za bardzo oddamy się w służbę przyszłości, tracimy kontakt z rzeczywistością. Myśląc jedynie o wynikach, stajemy się zestresowani, sztywni, nadmiernie się kontrolujemy. Do tej kategorii należą pracoholicy i wszyscy ci, którzy mają wrażenie, że czas ucieka, a tyle jeszcze jest do zrobienia. Bez odrobiny luzu, bycia tu i teraz nie osiągną szczęścia…

Twój Styl | autorka wywiadu: Tatiana Cichocka

Agnieszka, studentka socjologii na Uniwersytecie Opolskim (przy okazji, serdecznie Agnieszkę pozdrawiam) zadała mi pytanie dotyczące niezwykle interesującej kwestii – a mianowicie zjawiska z pogranicza psychologii i socjologii, jakim jest – jaźń odzwierciedlona.
W największym skrócie rzecz ujmując jaźń odzwierciedlona jest tym, jak wyobrażamy sobie sposób w jaki widzą nas inni. Jaźń odzwierciedlona pojawia się, jako zjawisko – w relacjach międzyludzkich, ilekroć  zadajemy sobie pytanie “co o mnie pomyślą inni?”.
Koncepcja jaźni odzwierciedlonej jest elementem interakcjonizmu symbolicznego, teorii socjologicznej, wg której kluczowym mechanizmem kształtowania się struktur społecznych jest ciągła wymiana i ewolucja znaczeń symboli, odbywająca się w trakcie wszelkich procesów oddziaływań zachodzących między ludźmi. Interakcjonizm zaś wywodzi się z amerykańskiego pragmatyzmu filozoficznego.
W tym miejscu warto także wspomnieć o mającej bezpośredni związek z poruszaną problematyką teorią ról, której jednym z autorów jest Charles Cooley.
Głosił on, że osobowość nie jest niczym innym, jak tylko sumą wyuczonych ról społecznych, przydzielanych przez społeczeństwo. Wyznaczona rola, stawia przed jednostką żądania do kategorycznego spełnienia. Wraz z rozwojem fizjologicznym, ról przydziela się coraz więcej, a te ograniczając jednostkę, kreują jej osobowość.
Teoria ról Cooleya ma wiele wspólnego z zasadą jaźni odzwierciedlonej. Jaźń odzwierciedlona “uruchamia się” tylekroć, ile razy zadamy sobie pytanie ” jak mnie widzą inni” i staramy się na to pytanie odpowiedzieć. Dochodzimy wówczas do konkluzji (w myśl teorii ról), że stajemy się tacy, za jakich uznają nas inni . Nie oznacza to , że jednostka rodzi się bez jakichkolwiek właściwości , przenoszonych genetycznie w sposób niezależny od środowiska społecznego . Tym nie mniej być człowiekiem ? to być za człowieka uznawanym.
Cooley zawarł tą tezę w swojej koncepcji ról (jaźni odzwierciedlonej), która składa się z 3 aspek-tów:
1) nasze wyobrażenie o wizerunku nas samych w oczach innych osób,
2) związane z nim poczucie zadowolenia lub upokorzenia,
3) nasz sąd na temat nas samych.
Fundamentem założeń Cooley?a jest komunikacja rozumiana jako społeczne komunikowanie się. ?Jaźń powstaje tylko dzięki komunikacji między daną osobą a najbliższymi jej grupami.? Według Cooley?a ?głównym zadaniem socjologii jest badanie stosunków społecznych jako odbicia ludzkich wyobrażeń o nich. Jednostki nie istnieją poza społeczeństwem, a rozwój osobowości odbywa się dzięki procesowi uczenia poprzez komunikowanie się z innymi ludźmi?.
Według Cooley?a pierwotnym typem porozumiewania się ludzi była komunikacja ?niewerbalna?, czyli wyraz twarzy, zwłaszcza oczu i ust, wysokość tonu głosu, modulacja głosu i jego emocjonalny ton, gesty głowy i kończyn. Początkowo były to zachowania nieintencjonalne, potem przybrały charakter zamierzony, kiedy to ludzie zaczęli celowo reprodu-kować swe instynktowne ruchy i okrzyki, aby przywołać pamięcią związane z nimi idee.
Mowa mogła pojawić się dopiero, kiedy istniała już jakaś w miarę świadoma wspólnota ludzka. Język jest strukturą względnie stabilną, która jednak oczywiście ulega pewnym zmianom w czasie, dokonywanym przez każdego człowieka. Na podstawie komunikacji, wymieniania i rozpowszechniania przez ludzi idei powstawała opinia publiczna, kształtowały się pewne koncepcje, wartości, które były przekazywane z pokolenia na pokolenia, aż przekształciły się w instytucje społeczne.
Następnym krokiem w rozwoju komunikacji międzyludzkiej było wynalezienie pisma, które utrwala idee i umożliwia lepsze zabezpieczenie przed nagłymi przerwami, zapewnia ciągły i zróżnicowany rozwój umysłu ludzkiego (indywidualnego i zbiorowego). Pismo jest warunkiem powstania nauki i literatury, ?wymagają one bowiem środka, za pomocą którego ważne idee mogą być przekazywane w sposób bardzo dokładny ludziom odległym od swych autorów zarówno w czasie, jak i w przestrzeni?. Ponadto pismo jest konieczne dla właściwego funkcjonowania państwa, poprzez utrwalanie zasad prawnych i obyczajowych. Podobnie religia, która zawsze posiada jakieś ?pisma? swojego założyciela lub jego bezpośrednich uczniów, na których mogą opierać się jej wyznawcy.
Jako kolejne udogodnienie pojawił się druk, który, oprócz tego, że przechowuje idee, to w ogromnym zakresie rozszerza do nich dostęp, także masom i umożliwia praktycznie i technicznie powszechną naukę pisania i czytania. Wynalazek Gutenberga oznacza także demokratyzację kultury, daje szanse na uzyskanie wiedzy przez masy, co prowadzi w konsekwencji do ?politycznego przebudzenia mas?.
Zdaniem Cooley?a, poza mową, pismem czy drukiem, w społeczeństwach nowoczesnych symbole nadal odgrywają znaczącą rolę w procesie komunikacji (flagi, tarcze herbowe, także sztuka: malarstwo, rzeźba, architektura, muzyka). Mają one funkcję ilustracyjna oraz funkcję przenoszenia uczuć.
Wracając do jaźni odzwierciedlonej – jest ona przeciwstawieństwem jaźni subiektywnej. Ta bowiem jest odpowiedzialna za subiektywne postrzeganie jednostki przez samą siebie.
Case study
Jeśli inni będą często mówić mi, że jestem zdolnym, mądrym człowiekiem, to w mojej samowiedzy pojawią się informacje o tym, że jestem taki właśnie. Jeśli inni będą mi mówić, że mnie nie lubią, będę myślał, że jestem osobą nielubianą.
Jednym ze źródeł samowiedzy jest “społeczne lustro” – interpretacja zachowań i wypowiedzi innych na nasz temat staje się podstawą tego co myślimy o sobie.
>> Masz pytanie? Napisz do mnie maila
Wakacyjna przerwa do 26 sierpnia >> znajdziecie mnie tutaj
Informacja o szkoleniach, nowych wpisach na blogu, artykułach, ofertach. Skorzystaj, zapraszam! :)